Obecnie mamy w Polsce sytuację, gdy trzecia fala epidemii wirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę COVID-19 została pokonana. Tym samym rozważyć należy, jak postąpić z placówkami, powołanymi do życia jako szpitale tymczasowe. Już dziś bowiem mamy do czynienia z pustymi łóżkami i respiratorami będącymi w zapasach magazynowych.

Jakie są zatem pomysły na funkcjonowanie szpitali tymczasowych w obecnym czasie?

Generalnie toczą się dziś dyskusje na temat tego, jak funkcjonować mają szpitale tymczasowe w okresie pomiędzy pokonaną trzecią falą koronawirusa, a spodziewaną na jesieni bieżącego roku czwartą.

Ze wstępnych ustaleń wynika, iż część placówek zostanie zamrożona, a część pozostanie otwarta, by odciążyć zwykłe placówki, przejmując ich pacjentów covidowych. Idea jest taka, by w każdym województwie był co najmniej jeden szpital wiodący wraz z dodatkowymi jednostkami wytypowanymi do opieki nad chorymi z powikłaniami. I do takiej placówki wiodącej ma być przyporządkowany szpital tymczasowy, przeznaczony dla lżej chorujących.

Zdaniem Adama Niedzielskiego, ministra zdrowia, większość pacjentów z chorobą COVID-19 powinna być leczona w szpitalach tymczasowych, a tradycyjne jednostki szpitalne powinny powrócić do leczenia pacjentów z pozostałymi chorobami. Tym bardziej, iż obecnie zostali oni niejako czasowo „wyrzuceni” z systemu leczenia.

Jak wygląda sytuacja w poszczególnych placówkach tymczasowych?

Przykładowo w szpitalu tymczasowym w Warszawie na Stadionie Narodowym liczba chorych sukcesywnie spada, z jeszcze 100 osób przed tygodniem, do 80 osób obecnie. Zdaniem Artura Zaczyńskiego, dyrektora tej placówki, w ciągu miesiąca można by wygasić działalność tej placówki, a część pacjentów wymagająca opieki mogłaby zostać przekierowana do innych szpitali.

Pomimo, iż szpital ten przestałby funkcjonować, to cały specjalistyczny sprzęt zmagazynowany byłby na miejscu, by można było ponownie uruchomić działalność w sytuacji, gdyby okazało się to konieczne. Jednak obecnie są to tylko koncepcje, gdyż decyzja o tym, czy szpital ten zostanie zamrożony, czy też tylko jego działalność zostanie wytłumiona, nie została jeszcze podjęta.

Z kolei w szpitalu tymczasowym w Centrum Kongresowym w Opolu, pod koniec kwietnia bieżącego roku było 74 pacjentów, wobec ponad 100 w szczytowym okresie epidemii. W tym przypadku uzasadnieniem dla ograniczenia działalności tej placówki są braki kadrowe, gdyż pozostawienie działania szpitala tymczasowego na pełnych obrotach spowoduje brak pełnej obsady w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (USK) w Opolu, czyli jednostce zarządzającej placówką tymczasową. Tymczasem właśnie w USK istnieje potrzeba pilnego wznowienia działalności planowej, do tej pory zawieszonej. Jednakże jak przyznaje Dariusz Madera, dyrektor placówki tymczasowej, jeżeli będzie potrzeba na bieżąco przyjmować pacjentów, są w stanie tak pracować nawet do końca roku.

Jak pomysł zamrożenia działalności szpitali tymczasowych oceniają eksperci?

Otóż pomysł resortu zdrowia w postaci przeniesienia pacjentów covidowych do szpitali tymczasowych, zdaniem ekspertów, nie jest pozbawiony wad i lepszym rozwiązaniem wydaje się wprowadzenie modelu hybrydowego działania dla wszystkich szpitali. To bowiem spowodowałoby, iż w szpitalach tradycyjnych nie doszłoby do likwidacji śluz, a w każdej placówce pozostałby oddział, który mógłby przyjmować pacjentów z COVID-19. Takie rozwiązanie byłoby szczególnie ważne w mniejszych miejscowościach, by ponownie nie dochodziło do sytuacji, iż karetki będą wozić pojedynczych pacjentów do oddalonych szpitali.

Jednakże urzędnicy resortu zdrowia przekonują, iż zamknięcie zwykłych placówek szpitalnych dla pacjentów z koronawirusem sprawi, iż będziemy mieć do czynienia ze sprawniejszym i skuteczniejszym leczeniem pozostałych osób, wymagających często szybkiej pomocy.

A jaki jest sens trzymania placówek tymczasowych w gotowości?

Zdaniem ministra Adama Niedzielskiego istnieją dwa poważne zagrożenia, dla których utrzymywanie placówek szpitalnych tymczasowych w gotowości jest koniecznością. Mianowicie:

  • możliwość pojawienia się mutacji koronawirusa, przed którą nie będą chronić szczepienia lub ich działanie będzie mniej skuteczne
  • okres na przełomie września i października bieżącego roku, gdy nastąpi powrót do normalnej mobilności i zwykłego trybu życia, a co za tym idzie – dojdzie do wzrostu zakażeń

I właśnie z uwagi na powyższe, placówki te mogą okazać się nieodzowne. W okresie jesiennym musi być przygotowana minimalna infrastruktura na poziomie szpitali standardowych i tymczasowych. Tymczasem obecnie, jak twierdzi minister Adam Niedzielski, przywracanych jest około 10 tys. łóżek do leczenia innych pacjentów, a jeszcze w maju przedstawiona zostanie szczegółowa lista określająca jak funkcjonować będą poszczególne placówki tymczasowe.

Powołanie i funkcjonowanie szpitali tymczasowych pochłonęło obecnie kwotę 700 mln zł. Udzielone przez te placówki świadczenia opieki zdrowotnej sfinansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) to około 180 mln zł i w kwocie tej znajdują się koszty hospitalizacji związanej z leczeniem pacjentów chorych na COVID-19, hospitalizacji pacjentów wymagających wentylacji mechanicznej oraz ryczałtu na gotowość do udzielania świadczeń.

Z kolei resort zdrowia wyasygnował już niemalże 500 mln zł, mówiąc o kosztach dostosowania szpitali tymczasowych do potrzeb i wymogów leczenia osób chorych na COVID-19, zarówno tych związanych z użytkowaniem samych jednostek (przykładowo koszty czynszu, ochrony czy też mediów), jak i z przywróceniem do pierwotnej funkcji lokalizacji szpitala tymczasowego. Natomiast skala wydatków do poniesienia nie jest jeszcze znana i jest uzależniona od sytuacji ekonomicznej i epidemicznej.

Generalnie zdaniem ekspertów nadejście czwartej fali epidemii jest przesądzone w okresie jesiennym. Tym niemniej jej obciążenie dla służby zdrowia będzie mniejsze, gdyż większość osób starszych będzie już chroniona szczepionką.

Podsumowując, szpitalne jednostki tymczasowe, powołane w celu leczenia pacjentów chorych na COVID-19, są obecnie na pewnym rozdrożu. Epidemia wyhamowała i liczba pacjentów wymagających hospitalizacji znacznie spada. Resort zdrowia planuje część z takich jednostek zamrozić, a pozostałe oddelegować do leczenia covidowych pacjentów przenoszonych tam z tradycyjnych szpitali. Wszystko po to, by szpitale tradycyjne mogły jak najszybciej powrócić do leczenia pacjentów z innymi schorzeniami, a jednostki tymczasowe pozostały jako baza stanowiąca zabezpieczenie przed ewentualną czwartą falą epidemii w okresie jesiennym.