Naczelna Rada Lekarska (NRL) apeluje o to, by szpitale jednoimienne, przeznaczone tymczasowo do obsługi osób zakażonych wirusem SARS-CoV-2, wywołującym chorobę COVID-19, mogły ponownie funkcjonować na normalnych warunkach.

O jakim powrocie do normalności w zakresie szpitali jednoimiennych jest mowa?

Otóż NRL apeluje o przedstawienie transparentnych zasad przekształcania szpitali jednoimiennych, jak i o reorganizację ich pracy w taki sposób, by oddziały specjalistyczne tych placówek mogły, przynajmniej częściowo, rozpocząć funkcjonowanie w normalnym trybie.

Samorząd lekarski przekonuje, iż w chwili obecnej możliwości i zabezpieczenia przed zakażeniem zarówno personelu, jak i pacjentów są zupełnie inne, pozwalając na przeorganizowanie zasad pracy tych placówek. W wyniku bowiem stworzenia z nich placówek jednoimiennych, mamy do czynienia z specjalistycznymi oddziałami będącymi bez pacjentów, a nierzadko też i personelu.

Tymczasem, na co właśnie zwraca uwagę NRL, obok opieki nad zakażonymi istniej nader pilna potrzeba niesienia pomocy pozostałym chorym. Stąd też samorząd chce przywracania statutowej działalności placówek medycznych, przekształconych na potrzeby epidemii w szpitale jednoimienne.

Jednocześnie NRL domaga się również podjęcia pilnych działań, w tym także legislacyjnych, które wskazać powinny perspektywę dla zatrudnionych tam osób, przekonującą, iż bez odpowiedniego zabezpieczenia kadr medycznych funkcjonowanie tych jednostek w trakcie i po epidemii nie będzie możliwe.

Czy tylko samorząd lekarski domaga się działań w powyższym zakresie?

Otóż jest to już kolejny głos, który dostrzega narastający problem. Mocno zaniepokojeni przyszłością finansową placówek leczących jedynie osoby zakażone COVID-19 są też dyrektorzy tych placówek, którzy wyrazili je już w liście skierowanym do ministra zdrowia.

W tym miejscu należy przypomnieć, iż już od czerwca następuje stopniowe wygaszanie placówek jednoimiennych. Zresztą, część ekspertów przekonywała już wcześniej, iż powoływanie ich w tak dużej ilości (22 placówki) było działaniem na wyrost, gdyż nigdy nie były one w pełni obłożone.

Przeważają też głosy, iż choć placówki te sprawdziły się na początku epidemii, to ich dalsze utrzymywanie w tak dużej ilości nie jest konieczne, nawet biorąc pod uwagę ewentualną drugą falę epidemii. Problemem bowiem dla tych placówek są dziś kwestie finansowe oraz odpływ pracowników.

A jak resort zdrowia postrzega obecną sytuację związaną ze szpitalami jednoimiennymi?

Otóż wypowiedzi na ten temat udzielił niedawno Wojciech Andrusiewicz, rzecznik ministerstwa zdrowia. Jak zauważył, w styczniu i w lutym obecnego roku 22 placówki medyczne, które później zostały przekształcone w jednoimienne szpitale zakaźne dla pacjentów z COVID-19, odnotowały miesięczne przychody na poziomie 284 mln zł. Podczas trwającej epidemii ich przychody wzrosły do poziomu 434 mln zł miesięcznie. Zatem różnica miesięczna w przychodach tych szpitali wyniosła 150 mln zł, co z kolei za 3 miesiące daje dodatkowy zastrzyk gotówki na poziomie 450 mln zł.

Patrząc z kolei na wynik finansowy tych placówek widać, iż za okres styczeń-luty bieżącego roku placówki te odnotowały stratę w kwocie 135 mln zł, podczas gdy za okres od marca do maja miały już zysk powyżej 200 mln zł. Zatem średnio na jeden szpital jednoimienny przypada 9 mln zł zysku.

Generalnie zatem można mówić o dodatkowych pieniądzach, które te szpitale otrzymały, jednocześnie jednak miały do czynienia z nową sytuacją i nowymi, nieplanowanymi wydatkami. I mimo, iż globalnie ich wynik finansowy się poprawił, to należy mieć na względzie, iż w placówki jednoimienne przekształcone zostały zarówno szpitale będące w dobrej kondycji finansowej, jak i takie, które były bardzo mocno zadłużone. Zatem te dodatkowe fundusze dla jednych mogą okazać się kołem ratunkowym, jednakże dla innych, w połączeniu z wstrzymaniem normalnej działalności, gwoździem do trumny.

Podsumowując, logicznym wydaje się obecnie, iż szpitale jednoimienne powinny powoli wracać do normalności. Należy jednakże zważyć na możliwość powrotu epidemii i jej drugiej fazy, zatem praca tych placówek powinna być tak zorganizowana, by w tej ewentualnej fazie mogły ponownie skutecznie uczestniczyć. Tym niemniej dziś przygotowane do ewentualnego powrotu epidemii jest znacznie lepsze, co też powinno zaowocować sprawniejszym przejściem do leczenia w warunkach epidemicznych.