O tym, iż nasza rodzima służba zdrowia cierpi na poważne braki kadrowe nie trzeba już nikogo przekonywać. Rząd rozważa w tym zakresie wiele różnych opcji poprawy tej sytuacji, a jedną z możliwości jest wsparcie tegoż systemu medykami ze Wschodu. Niestety jednak proponowane rozwiązania w formie czasowego udzielenia prawa do wykonywania zawodu lekarza bez jego przejścia w bezterminowe jest mało atrakcyjne. Natomiast uproszczenie procedury legalizacji jest zbyt mało atrakcyjne, by mogło odnieść jakikolwiek pozytywny i odczuwalny skutek.

Co dziś wiemy o planach wsparcia polskiego systemu ochrony zdrowia medykami spoza Unii Europejskiej (UE)?

Otóż sam plan wsparcia jest tematem, który powraca wręcz jak bumerang. Obecnie pojawiła się propozycja uproszczonego trybu zatrudniania specjalistów, bez nostryfikowanych dyplomów, w konkretnej placówce, na odpowiedzialność jej szefa. O takiej propozycji jest mowa przy okazji nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza z lipca bieżącego roku.

Co ciekawe, taki zapis w tej ustawie forsowano pomimo sprzeciwu środowiska lekarskiego, by ostatecznie zrezygnować z niego na ostatnim etapie prac parlamentarnych. Powróciła ona jednak niedawno, w ustawie z dnia 28 października 2020 roku o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (czyli tej, która obecnie utknęła w oczekiwaniu na publikację).

Poza tym niedawno pojawił się poselski projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych, zawierający rozwiązania podobne, lecz idące jeszcze dalej i rozszerzone na inne zawody medyczne.

Co o tych wszystkich planach mówią lekarze?

Otóż wręcz biją oni na alarm, uważając, iż nie są to dobre pomysły. Generalnie lekarze nie obawiają się konkurencji, lecz domagają się dla wszystkich zachowania jednakowych standardów i należytej jakości. Naczelna Rada Lekarska (NRL) ma poważne zastrzeżenia do proponowanych zmian ustawowych. Jej przedstawiciele uważają wręcz, iż poluzowanie kryteriów dotyczących przyznawania prawa wykonywania zawodu jest krokiem zbyt daleko idącym.

Ponadto, proponuje się przyznawanie warunkowego prawa wykonywania zawodu, uprawniającego co do zasady do pracy jedynie w placówkach leczących ludzi na COVID-19, przy czym nie wyjaśnia się na czym owa warunkowość ma polegać. Poza tym od lekarzy tych nie wymaga się przedstawienia zalegalizowanych lub opatrzonych apostille dyplomów, ani też złożenia oświadczenia o znajomości języka polskiego (jak ma to miejsce w odniesieniu do lekarzy specjalistów). Natomiast samą ową warunkową zgodę wydawać ma minister zdrowia w formie decyzji administracyjnej z rygorem natychmiastowej wymagalności.

A jak na te plany i propozycje zapatrują się sami zainteresowani, czyli właśnie medycy ze Wschodu?

Otóż ich zdaniem propozycje poleskiego rządu nie są dla nich atrakcyjną ofertą. Jak bowiem zauważa doktor Ewgenij Mozgunow, konsultant naukowy organizacji „Niezależna społeczność rosyjskojęzycznych lekarzy na świecie” ciągle mamy do czynienia z 5-letnim prawem do wykonywania zawodu, które po tym czasie wygasa, co oznacza, iż całą procedurę nostryfikacji i tak trzeba przejść od początku.

Poza tym ograniczenie co do czasu, ale również i miejsca, w którym tacy lekarze będą mogli pracować, oznaczać może, iż na czas epidemii utkną oni na oddziałach leczących pacjentów z COVID-19, a po upływie ustawowych 5 lat będą zmuszeni powrócić do swojego kraju. Nie ma się bowiem co łudzić odnośnie tego, iż w trakcie walki z epidemią będą oni mieli czas na naukę do egzaminów nostryfikacyjnych.

Zdecydowanie lepiej byłoby wprowadzić, na wzór chociażby niemiecki, możliwość, by warunkowe pozwolenie na wykonywanie zawodu przekształcało się po jakimś czasie w bezterminowe.

Co jeszcze w najbliższym czasie zmieni się w powyżej omawianych kwestiach?

Otóż można jeszcze mówić o swoistym uzupełnieniu ustawowych propozycji zmian, czym jest skierowany do konsultacji projekt rozporządzenia ministra rozwoju, pracy i technologii w sprawie przypadków, w których powierzenie wykonywania pracy cudzoziemcowi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest możliwe bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Ma ono bowiem dotyczyć branży medycznej i IT.

Jak zauważa jednak Michał Kacprzyk, radca prawny z Kancelarii Raczkowski, jest to tylko swego rodzaju ułatwienie o charakterze raczej symbolicznym i to nie skierowane wprost do medyków chcących przyjechać do Polski. Generalnie bowiem jedyną stroną odpowiedzialną za uzyskanie zezwolenia na pracę jest podmiot zatrudniający. Stąd też to rozporządzenie będzie ułatwiało życie jednostkom planującym zatrudnienie medyków z zagranicy.

Poza tym, ten obowiązek uzyskania pozwolenia na pracę, zabrany z barków podmiotów zatrudniających, zostanie przerzucony na barki owych pracowników. Nawet bowiem w przypadku przyjazdu w ramach ruchu bezwizowego i tak po upływie 3 miesięcy taka osoba będzie musiała złożyć wniosek o wydanie zezwolenia na pobyt.

Konsekwencją takich zmian może być natomiast problem z samym wjazdem do Polski. O ile bowiem obywatele Ukrainy mogą przebywać i pracować w Polsce bez wizy przez okres 90 dni, to już cudzoziemcy z Rosji czy też Białorusi potrzebują wizy, by móc w ogóle przekroczyć granicę.

Jak zauważa Michała Kacprzyk, do tej pory pracodawca przygotowywał dokumenty po czym wysyłał je za granicę potencjalnemu pracownikowi. Na podstawie owych dokumentów mógł on uzyskać wizę (maksymalnie na rok) i legalnie przybyć do naszego kraju. Natomiast teraz, jeśli cudzoziemiec nie otrzyma dokumentu zezwolenia na pracę, pojawi się problem udowodnienia celu wjazdu na terytorium Polski i w konsekwencji uzyskania wizy.

Tym samym zauważyć można, iż na rozwiązaniach zaproponowanych przez resort pracy i rozwoju skorzystać mogą realnie jedynie cudzoziemcy, którzy przebywają już w Polsce, co znacznie ogranicza grono potencjalnych beneficjentów.

Co jeszcze jest efektem tych wszystkich projektów i proponowanych zmian?

Generalnie opracowywanie kolejnych scenariuszy zaangażowania pracowników ze Wschodu do polskiej służby zdrowia stworzyło jednego i niekwestionowanego beneficjenta zmian w postaci ukraińskich pośredników rekrutacyjnych. Otóż obserwowany jest z ich strony w Polsce wzmożony ruch, lecz bez żadnych wymaganych w naszym kraju uprawnień.

Pośrednicy ci znaleźli źródło zarobku, proponując rekrutację pracowników służby zdrowia z Ukrainy i Białorusi, pobierając przy tym sowite prowizje, w polskim prawie surowo zakazane.

Podsumowując, pomimo, iż kadrowe wsparcie polskiego systemu ochrony zdrowia jest nader potrzebnym i palącym wręcz problemem, to opracowywane koncepcje nie spełniają swej roli. Propozycje polskiego rządu nie są atrakcyjne zarówno dla samych medyków ze Wschodu, jak i dla chcących ich zatrudnić polskich pracodawców. Poza tym są mocno i słusznie krytykowane przez samo środowisko lekarskie naszego kraju. Należy zatem mieć nadzieję, iż doczekamy się w końcu takich rozwiązań, które pozwolą nam w najbliższej przyszłości uporać się z poważnymi brakami kadrowymi w tej dziedzinie polskiej gospodarki.

Zadzwoń Teraz