Suplementy diety i ich słaba jakość Szczecin

Umów Wizytę

Suplementy diety i ich słaba jakość

Styczeń 14, 2020

Suplementy diety dostępne w Polsce są słabej jakości. Z badań przeprowadzonych przez Narodowy Instytut Leków (NIL) wynika, iż co czwarty z nich ma skład niezgodny z deklaracjami producentów. Tym samym są one praktycznie bezużyteczne.

Jakie zatem suplementy dostępne są na polskim rynku?

NIL przeanalizował 50 najbardziej popularnych wyrobów z zakresu suplementów sprzedawanych w Polsce. Co ważne, w żadnym z nich nie stwierdzono żadnych zanieczyszczeń czy też związków szkodliwych. Natomiast poważnym problemem okazał się być deficyt lub wręcz brak deklarowanych na opakowaniach witamin czy też składników roślinnych.

Przykładowo w preparacie z ostryżem długim, reklamowanym jako remedium na przypadłości wątrobowe, było zaledwie 3% wyciągu z tej rośliny. Z kolei w preparatach polecanych w walce z objawami menopauzy stwierdzono raptem 18% deklarowanej przez producenta dawki izoflawonów soi oraz 38% izoflawonów koniczyny czerwonej.

Zdaniem Anny Kowalczuk, dyrektora NIL, zgodnie ze standardami, zawartość składników aktywnych w produkcie nie powinna być niższa niż 90%. Tymczasem w przypadku niektórych suplementów zawierających witaminy B2 i B6 ich rzeczywista zawartość wynosiła zaledwie 30% tego, co deklarował producent, bądź 80% w przypadku witaminy D. Jedynie składniki mineralne, jak magnez, wapń czy żelazo były na deklarowanym poziomie.

Podobne badania NIL przeprowadził w roku 2017 na zlecenie Głównego Inspektora Sanitarnego i dotyczyły one probiotyków. Okazało się wówczas, iż z 30 przebadanych zaledwie 5 spełniało normy. Reszta w zasadzie była bezużyteczna.

A jakie ilości suplementów kupują Polacy?

Z danych zebranych przez Iqvia wynika, iż od stycznia do listopada 2019 roku Polacy wydali na suplementy 3,38 mld zł. Jest to kwota o 400 mln zł większa, aniżeli 3 lata wcześniej i o 170 mln zł wyższa od analogicznego okresu roku poprzedniego.

Pieniądze te pokryły zakup 186 mln opakowań suplementów, czyli o 3,5 mln więcej niż w roku 2016 i o 2 mln więcej od roku 2018. Najpopularniejszymi suplementami, oprócz probiotyków, są te zawierające witaminę A i D, magnez oraz preparaty „systemic”.

Jeśli te dane o wielkościach zakupów zestawimy z informacjami o ich słabej jakości bądź nawet bezużyteczności, to rodzi nam się poważny problem. Zdaniem Anny Kowalczuk, suplementy, nim trafią do sprzedaży, winny być poddawane badaniom. Tymczasem dziś takiego obowiązku nie ma.

A co w tej kwestii mają do powiedzenia urzędnicy resortu zdrowia?

Otóż dostrzegają oni problem i w planach ministerstwa jest ograniczenie reklam suplementów. Konsultowany jest obecnie projekt ustawy, który wprowadzi dodatkową opłatę (w wysokości 10%) od reklamy takich produktów. Pieniądze z niej pochodzące miałyby trafiać do budżetu NFZ.

Z analiz resortu zdrowia wynika, iż suplementy diety (tak w Polsce, jak i w Europie) stosuje około 20% populacji. Jednakże wiedza Polaków na temat różnic pomiędzy lekami bez recepty, a suplementami, jest na niskim poziomie. Częstokroć suplementy uważane są środki bezpieczne, a ich powszechna dostępność wywołuje przekonanie, iż można je przyjmować bez ograniczeń.

Tymczasem niewłaściwe czy też nieuzasadnione stosowanie suplementów, jak i brak rzetelnej informacji dotyczącej przeciwwskazań do ich stosowania mogą być przyczyną poważnych konsekwencji zdrowotnych.

Jednocześnie jednak reklamy telewizyjne zachęcają do ich stosowania. Z raportu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wynika, iż na przestrzeni lat 1997 – 2015 liczba reklam z sektora produkty zdrowotne i leki w programach telewizyjnych zwiększyła się 20-krotnie.

A co na ten temat mają do powiedzenia producenci suplementów?

Zdaniem Ewy Jankowskiej, prezesa PASMI (organizacji zrzeszającej producentów suplementów), wprowadzenie opłaty od reklam suplementów niczego nie zmieni w kwestii ilości reklam, jak i zachowań konsumentów. Powstanie za to bariera dla małych i średnich przedsiębiorstw w obszarze dostępu do reklamy telewizyjnej i radiowej. Skutkiem będzie zaś podniesienie cen suplementów, co finalnie uderzy w kieszeń konsumentów oraz dodatkowy wpływ do budżetu.

Jednocześnie sami producenci zaczęli poszukiwać innych rozwiązań. Z początkiem obecnego roku wprowadziła ona swoje własne ograniczenia. Oto one:

  • reklama nie będzie wprowadzała konsumentów w błąd co do właściwości polecanych w reklamach środków
  • reklama nie może odnosić się do nazw chorób, które w rzeczywistości nie istnieją
  • reklama nie może przedstawiać wizerunku osób prawdziwych i fikcyjnych, które są lub mogą być odebrane jako przedstawiciele zawodów medycznych
  • w reklamie nie mogą pojawiać się przedmioty oraz miejsca budzące skojarzenia z wykonywaniem zawodów medycznych, działalnością leczniczą lub rehabilitacyjną
  • reklamy nie mogą być nadawane bezpośrednio przed i po audycji dla dzieci

Jak widać są to dość konkretne postanowienia, które powinny wpłynąć na lepsze postrzeganie tej branży.

Kto jeszcze niepokoi się rynkiem suplementów i jego wpływem na zdrowie Polaków?

Niewątpliwie ta tematyka jest również przedmiotem zainteresowania Głównego Inspektora Sanitarnego. Otóż od połowy ubiegłego roku urząd ten publikuje kolejne wytyczne dotyczące tego, jaka powinna być maksymalne dawka suplementów (przykładowo witaminy C, D czy też żelaza) w diecie.

Publikacje te są wskazówką dla producentów suplementów. W przypadku natomiast braku zgodności produktu z tymi maksymalnymi poziomami, wszczynane jest postępowanie wyjaśniające. Jego celem jest wówczas ustalenie, czy dany produkt spełnia wymagania stawiane suplementom diety.

Podsumowując, rynek suplementów w Polsce cały czas rośnie i mocno się rozwija. I jako taki oczywiście nikomu nie przeszkadza. Ważne jest jednak to, by producenci nie wprowadzali w błąd konsumentów o składzie i działaniu swych produktów, a jednocześnie by zawartość była zgodna z założeniami i specyfikacją. Nie można też zapominać o tym, by reklamy nie sugerowały, iż suplementy mogą zastąpić leki.

Znajdź nas

Przychodnia PRAMED Sp. z o.o.
aleja Wyzwolenia 7
70-552 Szczecin