Okazuje się, że teleporady zaczynają być przedmiotem konfliktu pomiędzy urzędnikami, lekarzami i pacjentami. Zdaniem urzędników Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) teleporady są nader często nadużywane, a pacjentom ogranicza się dostęp do lekarza.

Co zatem wiemy dziś o teleporadach?

Generalnie możliwość udzielania świadczeń medycznych w formie teleporad była w okresie epidemii wręcz zbawienna. Obecnie jednak, o czym przekonują zarówno urzędnicy NFZ, jak i Ministerstwa Zdrowia (MZ) brak osobistej dostępności do lekarza rodzinnego jest powodem zdecydowanej większości skarg kierowanych przez pacjentów do rzecznika prawa pacjenta.

W tym temacie już w marcu bieżącego roku urzędnicy MZ wydali zakaz stosowania teleporad dla dzieci do 6 roku życia. Jednak jak z kolei pokazują dane z NFZ, czyli podmiotu płacącego za wykonane usługi i jednocześnie je ewidencjonującego, od chwili wydania owego zakazu do końca kwietnia 2021 roku udzielono aż 500 tys. teleporad właśnie najmłodszym pacjentom, gdzie 300 tys. dotyczyło dzieci do 3 roku życia, a 190 tys. dotyczyło niemowląt, które co do zasady mają zagwarantowane prawo do wizyty osobistej.

Poza tym wskutek dużej ilości skarg od pacjentów dotyczących nadużywania teleporad, NFZ przeprowadził 186 kontroli realizacji umów z zakładami Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ). Obecnie zakończyło się 74 z tych kontroli i w 50 przypadkach potwierdzono nieprawidłowości.

Z raportu NFZ w tym zakresie wynika, iż biorąc pod uwagę obecny stan przeprowadzonych kontroli i posiadanych wyników, w 86% skontrolowanych podmiotów mamy do czynienia z udzielaniem dzieciom do 6 roku życia teleporady, pomimo, iż istnieje wyraźny zakaz świadczenia tego typu usług, a dziecko powinno zostać przyjęte osobiście. W efekcie działań kontrolnych nałożono 2,2 mln zł kar.

Jak z kolei tłumaczy Andrzej Zapaśnik, prezes przychodni BaltiMed, w obecnym sporze przychodni POZ z resortem zdrowia i NFZ chodzi o to, by doszło do korekty stawki kapitacyjnej (czyli stawki, jaką poradnia POZ otrzymuje za każdego zapisanego do niej pacjenta) o wskaźnik inflacji, zgodnie z obietnicami ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Tymczasem obecne działania urzędów, zarówno NFZ, jak i resortu zdrowia, polegają na tym, iż próbuje się bezrefleksyjnie ograniczyć liczbę teleporad poprzez finansowe karanie POZ za ich udzielanie.

Zatem czy rzeczywiście teleporady są obecnie zarzewiem konfliktu pomiędzy placówkami POZ, a resortem zdrowia i NFZ?

Otóż z końcem czerwca bieżącego roku wygasają umowy placówek POZ z NFZ na podstawową opiekę zdrowotną, a prowadzone negocjacje utknęły w martwym punkcie. Lekarze bowiem chcą zmiany wartości kontraktów o wskaźnik inflacji (czyli ok. 5,0%), tymczasem urzędnicy resortu zdrowia i NFZ pragną wprowadzić wyższe finansowanie tylko po spełnieniu określonych warunków (przykładowo zwiększenia liczby wykonywanych badań), jak i wydłużeniu umowy z funduszem. Z kolei organizacje zrzeszające lekarzy na to nie chcą się zgodzić.

Zdaniem Marka Twardowskiego, przedstawiciela Porozumienia Zielonogórskiego w prowadzonych rozmowach, ruch jest obecnie po stronie rządzących, gdyż lekarze nie oczekują podwyżek, lecz wyrównania o wskaźnik inflacji. Tym samym obecnie rozmowy utknęły w martwym punkcie, a czasu na ich sfinalizowanie pozostało doprawdy niewiele.

Zdaniem Bożeny Janickiej, szefowej Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ), jeżeli NFZ zdecyduje się opublikować projektowane zarządzenie w obecnej postaci, wówczas reprezentowana przez nią organizacja podpisze umowy co najwyżej na 2 miesiące, gdyż nowe zasady mają obowiązywać od września bieżącego roku, czyli spodziewanej czwartej fali zachorowań na COVID-19.

Co zatem proponują obecnie urzędnicy resortu zdrowia i NFZ?

Otóż pragną oni, by stawka kapitacyjna była obniżana lub podwyższana przez współczynnik korygujący w zależności od udziału teleporad we wszystkich poradach, na podstawie informacji o wartości mediany dla udziału teleporad w skali całego kraju.

Takie podejście ma związek z przeprowadzoną analizą, z której wynika, iż prawie 40,0% POZ udziela powyżej połowy porad w formie zdalnej. Skrajnym przykładem jest są tutaj POZ z województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie udział teleporad stanowi aż 81,0% wszystkich udzielanych świadczeń medycznych.

W skali całej Polski ponad 1200 świadczeniodawców raportuje powyżej 70,0% udziału teleporad, z czego w ponad 400 podmiotach odsetek ten wynosi ponad 90,0%. Zdaniem urzędników NFZ takie dane dość dobitnie pokazują, iż część świadczeniodawców może nie zapewniać odpowiedniej jakości opieki.

Z kolei Bożena Janicka wskazuje, iż NFZ ma narzędzia, by ścigać nadużycia, zatem powinno to czynić, a nie karać wszystkich. Poza tym jej zdaniem sama teleporada nie jest czymś złym i jako taka powinna pozostać w punktach POZ, będąc ważną częścią pracy, szczególnie w okresie epidemii.

Poza tym zdaniem Bożeny Janickiej zapewne skala nadużywania teleporad nie jest tak duża, gdyż z zestawienia skarg pacjentów wynika, iż nie jest ich wcale tak wiele, a większość wynika nie z samej teleporady, lecz często problemów z jakością połączenia.

Taka propozycja ze strony urzędników resortu zdrowia i NFZ jest raczej próbą skłócenia środowiska lekarskiego, a poza tym sposób wyliczenia wskaźnika powodującego obniżkę stawek jest zbyt skomplikowany. Ponadto pacjenci nie chcą wracać do zwykłych porad tam, gdzie mogą załatwić przez telefon receptę, zlecenie czy też skierowanie na badania.

Z drugiej strony, jak słusznie zauważa jeden z przedstawicieli POZ, obecna sytuacja jest w pewnym sensie parodią normalnego funkcjonowania. Obecnie bowiem ktoś, kto „zakasał rękawy” i ciężko pracował dostaje tyle samo co ten, kto się zamknął „na cztery spusty”.

Podsumowując, sprawa teleporad może okazać się kluczowym problemem w kontekście nowych porozumień z placówkami POZ na świadczenie usług medycznych. Jednak nie jest ona tak jednoznaczna, jak by się początkowo wydawało i rzeczywiście mamy obecnie do czynienia z nadużywaniem tej formy świadczenia usług medycznych. Pytanie jednak, czy propozycje urzędników resortu zdrowia i NFZ są tymi, które ten problem rozwiążą.