Okazuje się, iż poza obecnymi problemami z dostępem do szczepionek, wąskim gardłem okazać się może liczebność kadry medycznej. Teoretycznie w akcję szczepień ma być zaangażowanych wiele zawodów medycznych, jednak pojawiają się wątpliwości, czy bez rozszerzenia katalogu osób kwalifikujących uda się ten proces przyspieszyć.

Jak obecnie wygląda sytuacja związana z dostępnością osób mogących wykonywać szczepienia?

Generalnie grono profesjonalistów, uprawnionych do podawania szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2, znacząco poszerzono w porównaniu do zwykłych okoliczności. Na czas epidemii lub zagrożenia epidemicznego do akcji szczepień włączono dodatkowo:

  • diagnostów laboratoryjnych
  • higienistki
  • farmaceutów
  • fizjoterapeutów

Zmiana ta wynika z wejścia w życie ustawy z dnia 21 stycznia 2021 roku o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2021 r. poz. 159).

Pomimo, iż generalnie obecnie większym problemem jest brak samych preparatów do szczepień, to zakładać należy, iż gdy ten problem się rozwiąże wąskim gardłem może być ilość personelu dokonującego iniekcji. Zauważyli to już chociażby fizjoterapeuci, którzy już w grudniu wyszli z inicjatywą, by i ich wziąć pod uwagę planując odpowiednie kadry medyczne do akcji szczepień.

Jak zauważa Maciej Krawczyk, prezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów, członkowie tej organizacji zdają sobie sprawę, iż nie wiadomo jaka będzie wydolność systemu, przy czym nie chodzi tutaj o ilość szczepionek, co o możliwość wykorzystania zawodów medycznych, które obecnie szczepią, czyli pielęgniarek, położnych i ratowników medycznych. Stąd też fizjoterapeuci zakładają, iż w najgorszym wypadku ich gotowość nie zostanie wykorzystana, a w najlepszym zasilą oni akcję kadrowo, by szczepienia przebiegły możliwie najsprawniej.

Podobnie uważa też Alina Niewiadomska, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, stwierdzając, iż zwiększenie liczby medyków mogących wziąć udział w akcji szczepień na pewno przyspieszy cały proces.

Co zatem dalej powinno się wydarzyć, by akcja szczepień przebiegała sprawniej?

Otóż kolejnym krokiem powinno być wydanie rozporządzenia, które określałoby kwalifikacje, dzięki którym przykładowo fizjoterapeuci i diagności mogliby przystąpić do akcji szczepień.

Obecnie natomiast nie przewiduje się wsparcia w tym temacie ze strony farmaceutów. Zgodnie ze stanowiskiem Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA), na ten moment strategia szczepień przeciw COVID-19 nie przewiduje wsparcia w tym zakresie ze strony środowiska aptekarskiego, choć droga do rozmów pozostaje otwarta. Jak bowiem przekonuje Tomasz Leleno, rzecznik NRA, realizacja szczepień w aptekach winna być kolejnym krokiem, by zwiększyć wyszczepialność społeczeństwa. Ta usługa powinna być w przyszłości dostępna również w aptekach, wzorem chociażby takich krajów, jak Australia, Kanada, Dania, Portugalia, Szwajcaria, Norwegia czy Wielka Brytania.

Co istotne w powyższym to fakt, iż generalnie polscy przedstawiciele różnych zawodów medycznych są interdyscyplinarni (przykładowo diagności nie tylko badają materiał, lecz również potrafią go pobrać), stąd też czynności związane ze szczepieniami nie będą niczym co wykraczałoby poza ich kompetencje. Jak w tym kontekście dostrzega Maciej Krawczyk, fizjoterapeuci mają solidną, podstawową wiedzę medyczną, łącznie z patofizjologią i biochemią, a jedyne czego nie posiadają, to umiejętności i techniki podawania zastrzyku.

Jednak jak wskazuje Alina Niewiadomska, z prowadzonych rozmów z resortem zdrowia wynika, iż dodatkowe kwalifikacje będzie można uzyskać na specjalistycznych szkoleniach kierowanych zarówno do diagnostów, jak i fizjoterapeutów. To wszystko powinno zaprocentować w przyszłości, gdyż nastąpi ogólne podniesienie kwalifikacji zawodowych.

Co jeszcze wynika z opcji rozszerzania grupy osób mogących wykonywać szczepienia?

Generalnie rozszerzenie grona osób uprawnionych do wykonywania szczepień powoduje otwarcie dyskusji na temat dołączenia do niej kolejnych grup zawodowych. Mowa tutaj chociażby o opiekunach medycznych, którzy obecnie nie mogą wykonywać iniekcji, a jedynie podawać leki bez naruszania ciągłości skóry. Tymczasem i oni mogliby wspomóc akcję szczepień, z czym wystąpiła już Polska Federacja Szpitali, widząc taką potrzebę w kwestii podmiotów opieki długoterminowej.

Pozytywnie do tej inicjatywy odnoszą się również sami opiekunowie. Jak zauważa Bartosz Mikołajczuk, prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Opiekunów Medycznych, cieszy to, iż coraz więcej podmiotów zauważa jak istotnym zawodem jest opiekun medyczny i jak może on jeszcze wspomóc system ochrony zdrowia. Wartym podkreślenia jest też to, iż wymagane byłoby zwiększenie obecności opiekunów medycznych w placówkach leczniczych przy opiece nad pacjentem.

Czy zatem dalsze rozszerzanie kadr medycznych pod kątem możliwości wykonywania szczepień rozwiąże problem?

Okazuje się, że wcale niekoniecznie. Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych zwraca uwagę na to, iż wykonanie szczepienia to nie tylko podanie zastrzyku. Trzeba być bowiem również przygotowanym na odpowiednią reakcję z chwilą wystąpienia odczynów niepożądanych poszczepiennych, jak i prowadzenie odpowiedniej dokumentacji.

Poza tym dziś każde szczepienie poprzedza ponadto obowiązkowa kwalifikacja lekarska, co może spowodować, iż samo rozszerzenie listy osób mogących wykonywać szczepienie może być niewystarczające. Tym samym może się okazać, iż wąskim gardłem systemu szczepień będzie kwalifikacja lekarska, trwająca przecież dłużej niż samo szczepienie.

W tym względzie już dziś słychać głosy o przekierowywaniu do tego zadania lekarzy innych specjalizacji, a w zanadrzu pozostaje w tym względzie pomoc lekarzy dentystów. To jednak może nie wystarczyć, tym bardziej, iż lekarze mają przecież dużo innych obowiązków zawodowych.

Jak zauważa Maciej Krawczyk, już dziś na przykładzie szpitali węzłowych widać, iż kwalifikacje prowadzi kilku lekarzy. I tych specjalistów albo musi ktoś zastąpić albo trzeba im dodatkowo zapłacić, by zechcieli pracować po godzinach pracy bądź w weekendy.

By takiej sytuacji przeciwdziałać, dobrym pomysłem byłoby utworzenie prostego algorytmu, mianowicie precyzyjnego katalogu chorób, które z zasady musiałyby podlegać kwalifikacji lekarskiej. Natomiast w pozostałym zakresie wystarczająca byłaby kwalifikacja dokonana przez inne zawody medyczne. Ponadto powinno być też zastrzeżenie, iż w momencie pojawienia się w wywiadzie informacji wymagających specjalistycznej oceny, pacjent byłby odsyłany do lekarza celem podjęcia ostatecznej decyzji.

Generalnie należałoby też odejść od wręcz pewnego rodzaju mitologizowania samej kwalifikacji lekarskiej do szczepienia. Jak zauważa Maciej Krawczyk, przecież jeżeli pacjent coś ukrywa, to będzie to robił niezależnie od tego, czy przed nim będzie lekarz, pielęgniarka czy też fizjoterapeuta. Tego po prostu nie da się uniknąć.

Podsumowując, w obecnej chwili problemem przy większym rozpowszechnieniu akcji szczepień jest dostępność preparatów. Należy jednak zakładać, iż to niedługo minie. Wówczas jednak problemem będzie kwalifikacja do szczepień, jak i ilość osób mogących te szczepienia wykonywać. I o ile problem ilości osób uprawnionych do prowadzenia szczepień prawdopodobnie uda się rozwiązać przez dołączanie różnych grup kadr medycznych, o tyle problem kwalifikacji pozostaje nienaruszony. Jeżeli rzeczywiście nie nastąpią na tym polu żadne zmiany, wąskim gardłem szczepień będzie niewystarczająca ilość lekarzy kwalifikujących ludzi do przeprowadzenia szczepienia. Należy zatem mieć nadzieję, iż resort zdrowia pochyli się nad tym zagadnieniem, próbując mu przeciwdziałać już obecnie.

Zadzwoń Teraz